wtorek, 6 sierpnia 2013

"And I feel it when I see you, Wherever you wanna go" na swoim białym koniu. Sialala.

Kochani moi,

dzisiaj wyjeżdżam (już trzeci raz, chyba, w sumie) do Radawy. Nie będzie mnie jutro i pojutrze, bo kompletnie tam nie ma internetu, a i o zasięg łatwo nie jest. Ale tam jest tak jakoś magicznie, że chce się tam wracać. Coś jak zupełnie inny świat. Naprawdę tam się zapomina całym świecie, a jedynymi problemami są trasy do sklepu spożywczego po lody, na konie, nad zalew, do lasu, albo kto kotuje obiad i kto wstaje rano, żeby upiec bułki. No bo muszę się pochwalić, że codziennie na śniadanie mamy ciepłe razowe bułeczki z pełnego ziarna, dżemik i twarde masło, a do tego kakao albo zielona herbata dla mnie, a dla reszty czarna herbata, parówki, jajecznica najczęściej na boczku, albo i nie, i wtedy wędlina. Plus dla wszystkich ze trzy do czterech rodzajów różnych serów, pomidory, ogórki i....

wróć!
po co ja to wszystko opowiadam, to sama nie wiem, ale wygląda i smakuje to lepiej niż w opisie.

---


---

w tym miejscu zaznaczam, że mam piosenkę z dedykacją mojej kochanej Hani, której nie ma i nie ma i z którą zobaczę się dopiero w czwartek wieczorem, albo w piątek rano i strasznie z tego powodu jest mi smutno, bo zostanie nam tylko kilka dni do jej wyjazdu na obóz. A więc, będziemy spędzać ze soba czas prawie 24/dobę przez te kilka dni. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz