Heiiiiii!
Zdaję sobie sprawę, że obiecałam wczoraj na mały palec {hahaha} zdjęcia z naszego wspólnego wyjścia z Monią ALE pojawił się problem, a nawet dwa: ja dzisiaj wieczorem wyjeżdżam więc, rodzice nie chcieli mnie już w ogóle wypuścić z domu, a wspomniana już wcześniej M. jest z nie wiadomych mi powodów- cała obolała.
Ale, żeby wypełnić ten brak zdjęć- pokażę Wam tekst napisany po naszym ostatnim wyjściu. Jest to trochę przeterminowane, bo z 11 lipca, czyli już prawie miesiąc temu, ale go lubię. OTO I ON:
Pokrótce dzisiejszy dzień był...fajny
do czasu
ale to nieważne, bo mam nadzieję, że to tylko wymysł mojego kochanego rozmówcy... n a d z i e j ę
ALE NAJPIERW:
byłyśmy z Moniczkiem na kuracji lodowej na mieście. Jak wiadomo lody i czekolada są najlepsze na załagodzenie pewnych spraw. Myśmy chciały raczej przypieczętować mojądecyzję, która nie podlega zmianie, bo jest ostateczna, przemyślana i dobra dla wszystkich. Rozumiemy się Monika...?
Najpierw w Galerii odebrałam moją świeżutką, pachnącą i tylko moją, książkę z Empiku. Powiem Wam- ciekawa sprawa. Wystarczy zalogować się na Empik.com, wybrać książkę lub też kilka, filmy, płyty, cokolwiek i wybrać "dostawę do najbliższego salonu Empik" i muszę przyznać, że jest to świetna sprawa z co najmniej kilku powodów: jest to szalenie wygodne. Po pierwsze: nie musimy biegać po księgarni, jak opętani przez pół godziny, skakać po regałach i pytać się wszystkich naokoło gdzie ewentualnie leży taksiążka, o ile w ogóle jest na stanie i jest gdziekolwiek, a tu jest drugi powód: mamy 100% pewności, że dostaniemy, to co chcemy i kiedy chcemy, bo paczuszka czeka na Nas przez dwa tygodnie w salonie. Więc wszystko co Nam pozostaje po wejściu do wybranego ówszednio Empiku, to podejść do punku INFO (czyli kasy, zazwyczaj), powiedzieć, że chcemy odebrać zamówienie, podać nazwisko, imię i numer zamówienia, odebrać od uśmiechniętego pana, lub też pani, ładniutko i elegancko (no co?, tektura i taśma są teraz modne!) zapakowany podarunek, zapłacić (czasami nawet mniej niż normalnie) i cieszyć się naszymi zdobyczami.
Po wyjściu z moją cudnie pachnącą nowym papierem Pretty Little Liars 12 "Rozpalone" musiałam przez 20 min sterczeć pod jakimś gigantycznym słupem i czekać na Monię, która z każdym moim telefonem, uskarżała się coraz bardziej jaka to jestem upierdliwa. Na szczęście mojemu czekaniu stało się zadość, zamówiłyśmy McFlurry razy dwa z czekoladą i Lionem, a już po chwili przy stoliku odciętym od innych ludzi, Moniczka spadła ze stołka śmiejąc się z moich smsów z *******, dałam jej dwie książki do czytania, rozpkawoałaśmy (Monika rozdarła) moją paczuszkę z Empiku, zjadłyśmy (czytaj: Monika wypiła) lodziki, stwierdziłyśmy, że mamy pół godziny i wyruszyłyśmy biegiem pod Myszkę. A tam okazało się, że mają cudownie słodką polewę czekoladową (za słodką dla Moni). Zasiadłyśmy pod naszym drzewkiem, pod którym siedziałyśmy ostatnio i miałyśmy czas na obgadanie wszystkiego i niczego.
A ja zakrztusiłam się lodem i polewą, na dźwięk: "Spieprzać, debilne gołębie! nie ma Damona (czyli całego czarnego gołębia i z letka wysuszonego w dodatku) to wyp******ać od mojego rożka! Już ch***, wara stąd"
Po miłym zakończeniu wyprawy, zajęłam się moją zdobyczą. A wyglądało to tak:
Jak powyżej- okładka jest boska, może troszkę surrealistyczna, ale naprawdę robi wrażenie.
"Tak pysznie to masełko na chałce wygląda..Nie obraziłabyś się gdybym je zlizała prawda...?"
A oto i chałka!
Yyyy, bez komentarza to zdjęcie pozostawię...
A to Melanitka się wkurzyła bo jej machałam obiektywem przy głowie :D
Na zdjęciu powyżej Macie okazję zobaczyć innowacyjną zakładkę do książki, bo moją ukochaną zakładkę chyba niechcący dałam Moniczce razem z książkami :(
Następna okładka też zapowiada się obiecująco ↑
To zdjęcie z tym cytatem wylądowało u mnie jako tło na pulpit, jest to chyba najlepszy cytat z całej serii, tak myślę :)
Z Metilkiem
Mela
I na koniec niuchacz Daszki, która nie odstępowała całej sesji na krok :)
---
Okazało się być najlepszą piosenką na przystanku trasy koncertowej Lata Zet i Dwójki 2013 w Kołobrzegu (7 lipca), ku obelgom mojego dziadka, że ludzie totalnie nie mają gustu do muzyki. A jednak ma coś w sobie, coś magicznego, czego trzeba do udanej piosenki i do takich ją też zaliczam. Cieszę się całym sercem, że polska muzyka się w końcu trochę ukierunkowała i zaczyna przybywać materiału nadającego się do słuchania przez wiele godzin. Więc tą piosenkę dedykuje tu, na moim blogu, właśnie tym ludziom, którzy "nie mają za grosz gustu i talentu do muzyki" (czyli m.in. sobie samej) i po prostu: Rafał Brzozowski "Za mały świat"!











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz