Co do wczoraj to powiem tylko, że było bardzo, bardzo suuuper!.
Oprócz tych rzeczy, których powiedzieć nie mogę, to opowiem tyle, że Klaudia ma świetny kolor Vansów, trochę mnie przekoała do polskiego rapu, wpakowała nas w kłopoty (dwa razy!!!), nigdy nie może się zebrać na autobus, boi się "Obecności", jej mama robi mniamuśne naleśniki i ma zdecydowanie za dużo pomysłów, które mnie śmieszą, ale ludzi z autobusu-nie oraaaaaz uwielbiam siedzieć z nią w McDonaldzie i instalować aplikację MPK, a Gosia jest Gosią i jak zmarznie może się przebierać co 15 min, nie chciało się iść do kina i trochę nas wystraszyła, ale później miała dużo ciekawych historii z wycieczek i kolonii.
A poza tym to miałyśmy taką śmiechawę... jak zawsze we trzy. Ale już dawno nie byłyśmy we trzy, więc było dużo do obgadania i uśmiania...
Nie robiłam zdjęć, bo za dużo się działo i za bardzo zależało mi na spędzaniu czasu z dziewczynkami, żeby jeszcze myśleć o robieniu fotografii :c
---
No a dzisiaj byłam u babci i cioci. Trochę leniuchowałam. Wróciłam do domu rowerem. Potem pożegnałam się z Hanią, która jedzie na obóz...
Teraz oglądam "The Mirror Has Three Faces", czwartej serii PLL, popijam herbatkę i piszę, ale nic specjalnie ciekawego, bo za bardzo nie mam tematu. Przepraszam.
---
---
"Kto wie, czy na tej planecie każda radość nie musiała być okupiona taką samą ilością bólu, jak gdyby istniała jakaś tajemna waga, której szale zawsze były równe"
- Stephenie Meyer, "Intruz"
---

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz